Co mieszkańcy Sarajewa myślą o wycieczkach po czasach oblężenia
Trzy rozmowy, trzy różne odpowiedzi
Zapytałem trzy osoby w Sarajewie, w trzech różnych tygodniach, co sądzą o wycieczkach po czasach oblężenia. Otrzymałem trzy różne odpowiedzi i żadna z nich nie wykluczała pozostałych. Mniej więcej w tym miejscu sam się znalazłem, po czasie spędzonym tutaj wystarczającym, by przestać oczekiwać jednego jedynego wyroku.
Oblężenie trwało 1425 dni, od 5 kwietnia 1992 do 29 lutego 1996 roku. Zginęło około 11 000 osób, w tym blisko 1600 dzieci. Każda osoba, z którą rozmawiałem, miała tę liczbę gotową na końcu języka, jeszcze zanim skończyłem zadawać pytanie, tak jak inni recytują swój własny kod pocztowy. Dla nikogo powyżej czterdziestki tutaj nie jest to abstrakcyjna historia. To powód, dla którego wujek znajomego kuleje, dla którego rodzina kolegi wyjechała do Niemiec i nigdy w pełni nie wróciła, dla którego na sklepie przy Ferhadiji wciąż widać na wpół zatarte imię innego, dawnego właściciela.
Problem z selfie
Pierwsza rozmowa odbyła się z kobietą prowadzącą małą kawiarnię niedaleko Baščaršiji. Wspomniałem, że tego ranka przechodziłem obok sarajewskiej róży, jednej z wypełnionych żywicą blizn po moździerzu wciśniętych w bruk, i zapytałem, co sądzi o turystach, którzy się przy nich zatrzymują. Milczała przez chwilę, po czym powiedziała, że nie przeszkadza jej, gdy ludzie się przyglądają. Przeszkadzało jej to, że widziała, jak ktoś kuca, uśmiecha się i robi sobie zdjęcie w tym miejscu.
„Tam zginął czyjś ojciec” – powiedziała – „a nie kształt wyrysowany na ziemi.” Zaznaczyła, że nie sądzi, by większość odwiedzających chciała kogoś skrzywdzić. Uważała, że po prostu nie wiedzą, na czym stoją, dopóki nie jest już za późno, by zachować się inaczej. Napisałem osobny przewodnik o samych różach, czym są i gdzie ich szukać, na tej stronie; to nie jest ten tekst. To tekst o tym, jak to jest patrzeć, jak obcy człowiek robi tam sobie zdjęcie, a takiego uczucia strona rzeczowa nie potrafi oddać.
Nie wszyscy się z nią zgadzali, nawet w tej samej rozmowie. Jej wspólnik, słuchający zza lady, powiedział, że wolałby, aby ludzie fotografowali róże z szacunkiem, niż unikali tematu w ogóle, bo unikanie jest swoim własnym rodzajem zapominania. Dwoje ludzi, jedna lada, dwa stanowiska, które się nie zbiegły.
Przewodnik, który w 1993 roku był dzieckiem
Druga rozmowa wydarzyła się niemal przypadkiem, podczas Grand Walking Tour, który zarezerwowałem głównie po to, by zorientować się w mieście pierwszego pełnego dnia. W połowie trasy, w pobliżu Alei Snajperów, przewodnik wspomniał, bez pytania z mojej strony, że miał sześć lat, gdy zaczęło się oblężenie. Nie rozwodził się nad tym. Wskazał budynek, powiedział, na którym piętrze mieszkała jego rodzina, i przeszedł do kolejnego punktu.
To zmieniło sposób, w jaki słuchałem reszty wycieczki, i zauważyłem to samo u czterech innych osób w grupie. Później, przy kawie, powiedział mi, że jego zdaniem wycieczki prowadzone przez ludzi, którzy przeżyli oblężenie, niosą coś, czego scenariusz nie jest w stanie odtworzyć – nie dlatego, że przewodnicy z zewnątrz źle wykonują swoją pracę, ale dlatego, że relacja z pierwszej ręki ma inny ciężar, nawet gdy fakty są identyczne. Kilku innych mieszkańców Sarajewa, z którymi poruszyłem ten temat, zgodziło się niemal od razu, że bardziej ufają wycieczkom organizowanym i prowadzonym lokalnie niż tym, w których historia dociera z drugiej ręki.
Dziewięćdziesiąt minut i obowiązkowy przystanek
Trzecia rozmowa była tą najmniej komfortową, z mężczyzną po pięćdziesiątce, który ma zdecydowane zdanie na temat autokarów wycieczkowych zatrzymujących się przed jego budynkiem. Opisał, jak grupy przechodzą przez 90-minutową trasę, która niezmiennie kończy się przy Tunelu Nadziei, 800-metrowym tunelu wykopanym ręcznie pod pasem startowym lotniska w 1993 roku, dziś niewielkim muzeum w pobliżu Butmiru, z może dwudziestoma metrami zachowanego odcinka udostępnionymi zwiedzającym. Jego zastrzeżenia nie dotyczyły samego tunelu, który jego zdaniem zasługuje na ten przystanek.
Dotyczyły tempa: piętnaście minut tu, dziesięć tam, wyuczone zdanie w każdym punkcie, po czym powrót do autokaru. „Nie da się zrozumieć oblężenia w dziewięćdziesiąt minut” – powiedział – „można sobie tylko zebrać jego zarys.” Nie sprzeciwiał się samemu istnieniu takiej formuły. Sprzeciwiał się temu, że traktuje się ją jako wystarczającą, jakby lista odhaczonych przystanków była tym samym co wyjaśnienie. Uważał, że dłuższe wycieczki albo krótsze, ale z mniejszą liczbą przystanków omówionych uczciwie, lepiej służą odwiedzającym, nawet jeśli oznacza to, że mniej osób zmieści się w grafiku.
Od tamtej pory sam wziąłem udział w wolniejszej wersji, trwającej bliżej trzech godzin, która łączy spacer wzdłuż fragmentów dawnej linii frontu z właściwym postojem w muzeum tunelu, a nie przejazdem obok niego. Odczułem to dokładnie tak, jak przewidział: mniej jak przyswajanie faktu, a bardziej jak podążanie za wyjaśnieniem aż do jego końca. Jeśli zależy wam na takim tempie, warto zarezerwować z wyprzedzeniem wycieczkę po śladach oblężenia o podobnej długości, i warto zapytać wcześniej, jak zorganizowany jest postój przy tunelu, bo odpowiedź różni się bardziej, niż sugeruje marketing.
zarezerwuj wycieczkę śladami oblężenia Sarajewa, która poświęca odpowiednio dużo czasu każdemu przystankowi
Co się nie rozstrzygnęło
Żadna z trzech rozmów nie zakończyła się zgodą, nawet między sobą nawzajem. Właścicielka kawiarni chciała więcej troski wokół róż. Jej wspólnik chciał mniej unikania tematu. Przewodnik ufał relacji naocznej bardziej niż wyuczonemu scenariuszowi. Mężczyzna spod tunelu chciał głębi zamiast tempa, niezależnie od tego, kto prowadzi. Nie sądzę, by którekolwiek z nich uznało pozostałych za nieprawych, i nie zamierzam rozstrzygać tego za czytelnika, bo to nie moja rola, patrząc z zewnątrz.
To, co wyniosłem z tych trzech rozmów, jest w gruncie rzeczy mniejsze niż zasada: zapytaj, jak zbudowana jest wycieczka, zanim ją zarezerwujesz, zauważ, na czym stoisz, zanim to sfotografujesz, i potraktuj osobistą relację przewodnika, jeśli zdecyduje się nią podzielić, jako coś wartego więcej niż wyrecytowaną datę. Jeśli wolelibyście pokonać tę samą trasę na dwóch kółkach i w wolniejszym tempie, wycieczka rowerowa z przewodnikiem obejmująca wejście do Tunelu Nadziei to opcja, którą kilku mieszkańców Sarajewa poleciło bez pytania z mojej strony.
wypróbuj wycieczkę rowerową z przewodnikiem obejmującą wejście do Tunelu Nadziei
Jeśli chodzi o szerszy obraz dwudziestego wieku tego kraju, w tym lata otaczające oblężenie, wycieczka obejmująca powstanie i upadek Jugosławii osadza lata 1992-1996 w dłuższym kontekście, na który żadna z moich trzech rozmów nie miała czasu.
dołącz do wycieczki śledzącej powstanie i upadek Jugosławii
Jeśli to dla was nowy temat, dwie strony na tej witrynie mówią więcej, niż może pomieścić jeden esej: przewodnik o odpowiedzialnym zwiedzaniu wojennej historii Sarajewa oraz porównanie różnych muzeów wojennych miasta, w tym Muzeum Dzieciństwa Wojennego, Muzeum Historyczne oraz Galerii 11/07/95, która osobno i z należytą starannością omawia ludobójstwo w Srebrenicy na przewodniku po Memoriale w Srebrenicy.
Zanim wyruszycie, warto sięgnąć po krótkie wprowadzenie w szerszy kontekst wojny w Bośni oraz listę lektur i filmów – oba pomogły mi bardziej niż jakakolwiek pojedyncza wycieczka piesza. A jeśli Zimowe Igrzyska Olimpijskie 1984 oraz opuszczona bobslejowo-saneczkowa trasa na Trebeviciu są dla was nowym, przedwojennym rozdziałem tego samego miasta, warto je poznać przed wyjazdem, a nie po nim.
Pytania o zwiedzanie historii oblężenia Sarajewa
Czy mieszkańcom Sarajewa przeszkadzają wycieczki po czasach oblężenia?
Zdania są podzielone. Większość osób, z którymi rozmawiałem, chętnie widzi turystów chcących zrozumieć, co wydarzyło się w latach 1992-1996, i wielu woli przewodników, którzy sami to przeżyli. Dyskomfort budzą pospieszne, odhaczane punkt po punkcie wycieczki oraz zdjęcia robione przy sarajewskich różach, które upamiętniają miejsca, w których zginęli ludzie.
Czy udział w wycieczce po czasach oblężenia jest brakiem szacunku?
Nie samo w sobie. Kilka osób, z którymi rozmawiałem, powiedziało, że bardziej martwi ich coś odwrotnego: turyści, którzy przyjeżdżają do Sarajewa i nigdy nie pytają, co się tu wydarzyło. Chodzi o to, jak wycieczka jest prowadzona, a nie o to, czy w ogóle się na nią wybrać.
Czy warto robić zdjęcie przy sarajewskiej róży?
To osobista decyzja, ale warto wiedzieć, co upamiętnia róża, zanim się ją podejmie: miejsce, w którym pocisk moździerzowy zabił człowieka. Kilku mieszkańców opisało dyskomfort na widok ludzi pozujących w takich miejscach. Nikt, z kim rozmawiałem, nie zasugerował, że istnieje jedna słuszna odpowiedź.
Dlaczego przewodnicy urodzeni w czasie oblężenia mają tu znaczenie?
Ponieważ opowieść staje się relacją naoczną, a nie wyuczoną formułką. Przewodnik, który jako dziecko przeżył oblężenie Sarajewa w latach 1992-1996, opisuje własną ulicę, własny budynek, czasem własną rodzinę, a nie czyta ze scenariusza.
Czy 90-minutowa wycieczka po oblężeniu to za mało?
Wielu mieszkańców tak uważa, zwłaszcza gdy postój przy Tunelu Nadziei sprawia wrażenie doczepionego na siłę, a nie wyjaśnionego. W rozmowach wielokrotnie pojawiały się dłuższe wycieczki lub takie z mniejszą liczbą przystanków, ale omówionych rzetelnie, jako lepsza opcja.
Czym różni się ten artykuł od przewodnika po sarajewskich różach na tej stronie?
Przewodnik po różach to rzeczowe źródło informacji, miejsce po miejscu: czym jest róża, gdzie ich szukać, jak się przy nich zachować. Ten artykuł to osobista relacja z rozmów o tym, jak turystyka wojenna jest odbierana przez ludzi, którzy przeżyli oblężenie.
Ile osób zginęło podczas oblężenia Sarajewa?
Oblężenie trwało 1425 dni, od 5 kwietnia 1992 do 29 lutego 1996 roku. Zginęło około 11 000 osób, w tym blisko 1600 dzieci.
tours.Local life
Sprawdzone linki bezpośrednie do wycieczek GetYourGuide. Rezerwując przez te linki, otrzymujemy niewielką prowizję bez kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktu dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


